Szanowna Pani Minister! Przetarg to jeden ze zwyczajowych sposobów wyboru oferty w celu zawarcia
Szanowna Pani Minister! Przetarg to jeden ze zwyczajowych sposobów wyboru oferty w celu zawarcia umowy. Na gruncie prawa polskiego ogólne zasady prowadzenia przetargów zawierają przepisy art. 701-705 Kodeksu cywilnego, w szczególności stanowiące o związaniu ofertą. Do szczególnych form przetargów należą przetargi na zbycie nieruchomości przez podmioty publiczne (regulowane przepisami o gospodarce nieruchomościami) oraz przetargi na nabycie robót budowlanych, dostaw lub usług finansowanych ze środków publicznych lub zamawianych przez podmioty publiczne (tzw. zamówienia publiczne).
Przygotowanie i prowadzenie przetargów to wyjątkowo odpowiedzialne zadanie, nad którym najczęściej pracuje sztab ludzi. Ich błąd albo celowe działanie mogą prowadzić do udzielenia zamówienia firmie, która nie powinna go zdobyć, a w konsekwencji do niewłaściwej gospodarki publicznymi pieniędzmi. Dlatego też osoby podejmujące decyzje w przetargach powinny ponosić za nie odpowiedzialność. Przeprowadzający przetargi nie ponoszą odpowiedzialności za naruszenie przepisów o zamówieniach publicznych. Dzieje się tak, bo zabrakło odpowiedniego przepisu.
Stąd też w obowiązującej od 1 lipca 2005 r. ustawie o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych znalazł się przepis, który mówi o odpowiedzialności pracowników, którym ˝powierzono czynności przewidziane w przepisach o zamówieniach publicznych˝ (art. 4 pkt 3). Kłopot w tym, że wskutek niekonsekwencji art. 17 tejże ustawy w praktyce wyłącza tę odpowiedzialność.
Przepis ten wylicza katalog naruszeń, za które grozi odpowiedzialność. Co do zasady mówi jednak, że z naruszeniem dyscypliny finansów publicznych mamy do czynienia w razie udzielenia zamówienia publicznego. Zamówienia zaś udziela ta osoba, która podpisuje się pod umową, czyli kierownik jednostki sektora finansów publicznych. Oznacza to, że członkowie komisji przetargowej, którzy np. nie odrzucili wadliwej oferty, nie ponoszą za to odpowiedzialności. Odpowiedzialność grozi pracownikowi tylko w dwóch sytuacjach opisanych w ust. 4 i 5 wspomnianego przepisu, jeśli:
- nie wyłączy się z postępowania, mimo że nakazują mu to przepisy (np. jego małżonek ubiega się o zamówienie),
- nie złoży oświadczenia na temat tego, czy podlega wyłączeniu z postępowania.
Za pozostałe naruszenia, tj.:
- wykonawca został wybrany z pominięciem procedur,
- wybrano niewłaściwy tryb udzielenia zamówienia,
- nie przekazano lub nie zamieszczono ogłoszenia o postępowaniu,
- nie zawiadomiono prezesa UZP,
- bezpodstawnie unieważniono postępowanie,
- naruszono inne przepisy o zamówieniach, jeśli miało to wpływ na wynik postępowania,
- zawarto umowę bez zachowania formy pisemnej lub na okres dłuższy, niż pozwalają na to przepisy,
- bezprawnie zmieniono postanowienia umowy,
- nie dopełniono kontroli, co spowodowało naruszenie dyscypliny finansów publicznych,
odpowiadać może tylko osoba, która zawiera umowę w sprawie zamówienia publicznego.
Okazuje się więc, że ukarany może zostać jedynie kierownik zamawiającego, czyli np. wójt, prezydent miasta czy minister. Tymczasem oni jedynie podpisują umowę i nie mają możliwości sprawdzenia poprawności wszystkich przetargów. Przyznają to zresztą sami ich pracownicy, twierdząc, że jeśli dokumentacja liczy kilka tysięcy stron, to w jaki sposób mieliby wychwycić w niej błąd. Muszą polegać na naszym profesjonalizmie i uczciwości. Osoba, która rzeczywiście się pomyliła lub z premedytacją złamała prawo, pozostanie bezkarna. Przykładowo: pracownik biura zamówień napisze specyfikację w taki sposób, że przetarg może wygrać tylko jedna firma. To on ma wyłączny wpływ na postanowienia specyfikacji. Tymczasem nie poniesie za to odpowiedzialności, nawet jeśli kontrola wykaże, że ewidentnie naruszył przepisy.
Obawiam się, że niekonsekwencja przepisów może zniechęcać pracowników do interweniowania, gdy widzą, że ich koledzy z komisji przetargowej robią coś niezgodnego z prawem. Skoro bowiem i tak nie poniosą odpowiedzialności, to wolą nie wdawać się w konflikt ze swoimi kolegami z pracy. Tymczasem gdyby wiedzieli, że mogą być ukarani, zgłaszaliby zastrzeżenia. Zwalniałoby to ich z odpowiedzialności za czyny pozostałych członków komisji. Luka w ustawie o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych nabiera tym większego znaczenia, że coraz bardziej liberalizowane są przepisy o zamówieniach publicznych. Urzędnicy nie muszą już występować o zgodę na zastosowanie trybów nieprzetargowych (np. zamówienie z wolnej ręki).
Oczywisty wydaje się fakt, że jedyną szansą na wykrycie ewentualnych nieprawidłowości w przetargach są kontrole. Jeśli jednak w ich wyniku osoby odpowiedzialne za naruszenia i tak nie mogą być ukarane, to ich celowość staje pod znakiem zapytania.
W związku z powyższym zwracam się do Pani Minister z następującymi pytaniami:
1) Czy Pani Minister dostrzega konieczność uszczelnienia ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych w kwestii odpowiedzialności pracowników przeprowadzających przetargi?
2) Czy w przypadku uszczelnienia przepisów tejże ustawy i tym samym poszerzenia zakresu naruszeń, jakich może dopuścić się pracownik zajmujący się przetargami, Pani Minister przewiduje też poszerzenie zakresu sankcji, jakim będzie podlegał ów pracownik?
Z poważaniem
Poseł Renata Rochnowska
Warszawa, dnia 8 grudnia 2006 r.